8 listopad 2009

Wczoraj wieczorem jechałam do Warszawy. Samochód cały załadowany zwierzakami. Jechał Lesio do domu tymczasowego u Maćka i Czarnulka do domu tymczasowego u Marka.

Wyjechaliśmy z Pabianic i w miejscowości Gospodarz zauważyłam na ulicy leżącego kota, jeszcze nierozjechanego. Coś mnie tknęło i zawróciłam samochód. Stanęłam nim na pół ulicy i włączyłam światła awaryjne, zasłaniając kota i siebie przed nadjeżdżającymi samochodami. Nie obyło się oczywiście bez trąbienia przez naszych kulturalnych kierowców.
Kot o dziwo żył! Zapakowałam go do samochodu i wcisnęłam między kontener a siedzenie, nigdzie indziej nie było już miejsca. Ponieważ była to sobota wieczór, jedyna lecznica, która była otwarta i po drodze to CM VET na ulicy Rzgowskiej.
Ten kawałek drogi był dla mnie wyjątkowo ciężki, kot odzyskał przytomność i zaczął się wyrywać. Na tylnym siedzeniu pies Lesio chciał uparcie obwąchać znalezisko. Jedynym wyjściem było wziąć kota na kolana. Na szczęście udało nam się bezwypadkowo dotrzeć do lecznicy.
Kot został obejrzany, dostał antybiotyk, leki przeciwbólowe i rozkurczające. Stwierdzono, że kot oberwał w głowę ponieważ nie miał nigdzie indziej żadnych obrażeń. Jednak podczas badania kot dziwnie się zachowywał i kręcił w kółko. Ponieważ dostał w głowę nie można było wykluczyć jakiś powikłań neurologicznych. Umówiliśmy się na wizytę na drugi dzień i wtedy miało się już dużo wyjaśnić.
Jeszcze w tym samym dniu kot się załatwił, co potwierdziło, że pęcherz nie jest na szczęście uszkodzony.
W drodze powrotnej odwiedziliśmy ponownie lecznicę CM VET. Kocurek zachowywał się już normalnie i po ponownym obejrzeniu lekarz stwierdził, że można mu już podać karmę. Objawy neurologiczne ustąpiły. Kot dostał ponownie zestaw leków i pojechał do domu do mojej mamy.
Kocurek okazał się być kotem oswojonym i najprawdopodobniej domowym. Ma około 8 miesięcy i niestety nie jest wykastrowany. Jeśli nie znajdzie się właściciel będziemy go przygotowywać do adopcji. Na razie jednak kot jest leczony i musi codziennie jeździć na antybiotyk.

Mogę z całą pewnością stwierdzić, że miał szczęście, że stanął na mojej drodze. Kilka minut później przy tej porze dnia i pogodzie już by go nie było.

Chciałabym serdecznie podziękować lekarzom z lecznicy CM VET za pomoc i fachowość, a także za ulgowe potraktowanie w opłacie.