26 kwiecień 2012 - i kolejna akcja - kot z drzewa

Już po raz drugi w swojej działalności otrzymaliśmy zgłoszenie o kocie na drzewie.
Kot miał tam przebywać już trzeci dzień. Wszyscy się nim interesowali, każdy nad nim ubolewał, ale nikt nie potrafił mu pomóc.
Straż Pożarna uparcie odmawiała przyjazdu zasłaniając się odgórnymi rozkazami.
Straż Miejska przyjechała, przyjrzała się sytuacji kota i odjechała nie podejmując żadnych kroków.
Każdy mówił, jak kot sam wszedł na to drzewo, to i sam zejdzie.
Jednak my znaliśmy tragiczne zakończenie podobnej historii kotka, któremu nikt nie chciał lub nie umiał pomóc. Gdzie po kilku dniach spędzonych na drzewie, kota nad ranem znaleziono martwego pod drzewem.
Nie chcieliśmy by historia znów się powtórzyła.
Tym razem na szczęście znaleźli się ludzie, którzy chcieli pomóc i nie potrafili o nim zapomnieć.
Pierwszy Pan, który obdzwonił wszystkie możliwe miejsca prosząc o pomoc i w końcu trafiając na nas.
Drugi Pan, który zawodowo zajmuje się wycinką drzew i zaoferował swoją pomoc w ściągnięciu tego kota.
Kota udało się ściągnąć, Pan od wycinki odniósł pewne obrażenia, ale cała historia zakończyła się na szczęście happy endem.
Najdziwniejsze na koniec było to, że dopiero po kilku dniach, w momencie ściągania kota spod ziemi wyrośli jego właściciele.
Dlaczego nie zareagowali wcześniej?
Dlaczego nie zainteresowali się pokryciem kosztów całej akcji?

---
Po całej udanej akcji wybuchła mała awantura w urzędzie naszego miasta.
Okazało się, że urzędnicy w ogóle nie mają pojęcia, kto mógłby takiemu kotu pomóc, i kto ma coś takiego w swoich obowiązkach.
Ponieważ naciskaliśmy, otrzymaliśmy w końcu zapewnienie, że w takich przypadkach mamy zawsze dzwonić do Straży Miejskiej, i ona ma obowiązek zawsze pomóc.
O tę informację i zapewnienie jesteśmy teraz troszkę spokojniejsi.