5 luty 2012 - Ty to masz szczęście!

Czwartek wieczór na stacji benzynowej w Starowej Górze. Dookoła pola, las, zabudowania dopiero w dalekiej oddali, bardzo ruchliwa trasa z Łodzi do Katowic.
Po stacji od samochodu do samochodu, od człowieka do człowieka biega zdezorientowany DUŻY pies.
Niesamowity mróz!
Psa widziałam już jak podjeżdżałam. Gdy wysiadłam zawołałam na niego, on ufnie podbiegł, dał się pogłaskać i...
Został złapany za kark i wepchnięty do mojego samochodu. Trochę zapiszczał, a mnie po fakcie zaczęły się trząść ręce :-))))
(Metoda z zaskoczenia jest bardzo dobra, ale kiedyś się pewnie doigram;-)
Pan z obsługi, który zaczął już tankować mój samochód w osłupieniu.

W domu okazało się jednak, że pies nie do końca toleruje kocie tymczasy. Szczeka, rzuca się, a koty prychają i się stroszą.
Niewygodna sytuacja się wytworzyła. Koty musiały zostać pozamykane w innych pokojach. I tylko kotka Sara, która kocha psy zyskała jego przychylność, choć w chwilach uniesienia próbował podgryzać jej uszka i podszczypywał.

W czwartek zaraz po byliśmy u lekarza, by ten sprawdził, czy pies aby nie ma chipa. Nie miał.
Piątek minął na umieszczaniu ogłoszeń w internecie.
Sobota na objeżdżaniu okolicy i rozlepianiu po słupach ogłoszeń.

W niedzielę rano zadzwonił telefon od właściciela.
Poinformowałam, że przyjadę sama sprawdzę warunki, a wcześniej go jeszcze zaczipuję.
Padło pytanie ile kosztuje (u nas 61 zł). Powiedziałam, żeby pokryli tyle ile mogą. Zaraz potem drugi telefon, żebym go jednak nie chipowała.
Pies został zachipowany a za znaleźne dostałam bombonierkę ;-)
Taka mentalność, ale na szczęście pies ma dobre warunki i faktycznie było widać, że za nim tęsknili i go kochają.

W drodze powrotnej po oddaniu psiaka, miałam inną misję do spełnienia, ale o tym w następnej notce.
Koleżanka psiara posumowała: "ty to masz szczęście!"
Ja wiem, że warto pomagać, choć rzadko liczę, że to się zakończy tak szybko i tak szczęśliwie.