28 marca 2010 - kot po wypadku


Zawieźliśmy wczoraj wieczorem kota po wypadku do lecznicy w Łodzi. Zmasakrowana ropiejąca łapa, w której zalęgły się robaki, najprawdopodobniej złamany kręgosłup, na dodatek kot był bardzo odwodniony.
Mimo najszczerszych chęci nie było sensu go ratować, tak też brzmiała opinia lekarza.
Kot został uśpiony.
Kocurek zdychał na działkach od czwartku. Dowiedziałam się o nim pośrednio w sobotę wieczorem i od razu do niego pojechałam.
Mam wielki żal, że właściciele działki, mimo, że mieli do mnie telefon, są tak pozbawieni wyobraźni i empatii, że dopuścili do tak wielkiego i długiego cierpienia kota.