24 sierpień 2010 - nowe kociaki - Ryżyki u Karoliny

Nasze domy pękają już w szwach, a przy takiej ilości zwierzaków maluchy są najbardziej narażone na infekcje i choroby.

W naszej kasie pustki, a dług za podstawowe leczenie i ratowanie życia staje się coraz większy.

Podstawowe szczepienia kociaków stały się w tym okresie fanaberią.

Zasada domu tymczasowego jest prosta. Nowe kociaki przyjmuje się dopiero, gdy wszystkie wcześniejsze są już zaszczepione i odporne na najgroźniejsze choroby wirusowe.

Wmawiamy sobie, że na razie nie możemy wziąć następnej biedy, ale........ właśnie w ten sposób u Karoliny w kuchni znalazły się dwa maluchy, no bo jakie było inne rozwiązanie?

Pewnego dnia Karolina zauważyła trzy kociaki, pomimo kilkudniowego dokarmiania i obserwacji terenu nie udało się jej dostrzec matki.
Pewnie zginęła pod kołami samochodu, bo ich kryjówka mieściła się prawie przy samej ulicy w miejscu, gdzie widoczność dla rozpędzonego kierowcy była minimalna.

Maluchy zaczęły''wylegiwać'' się na ulicy, nieświadome zagrożenia, na domiar złego nieznany jest nam los jednego z nich :-(

Decyzja zapadła instynktownie po tym, jak jadąc na zakupy Karolina musiała gwałtownie hamować przed wbiegającym zza murku kociakiem.
Pozostawienie ich w tamtym miejscu byłoby skazaniem ich na pewną śmierć.
Kociaki zostały odrobaczone i odpchlone. Jeden z nich jest samą skórą i kosteczkami, czego nie widać na zdjęciach. On też jest bardziej płochliwy, ale zrobimy z niego koty :-)
Nie do uwierzenia jest, że takie małe ciałka wydaliły z siebie minimum 20 glist, widok był przerażający a skóra po odsłonięciu przerzedzonej sierści była czarna od pchlich odchodów!
Na razie kociaki są doprowadzane do stanu ''używalności'' i tfu, tfu, tfu czuja się dobrze!